Kobieta pomiędzy. Między przeszłością a nowym początkiem, między tańcem a walką, między morskim horyzontem a lądową kotwicą, której wciąż nie rzuciła. Jest jak historia opowiedziana półgłosem niepełna, nieuchwytna, owiana cieniem tajemnicy. Nie należy do żadnego miejsca, choć coraz częściej sprawia wrażenie, jakby czegoś szukała. Na lądzie nie zapuszcza korzeni raczej krąży, czekając.
Na okazję. Na szept. Na zlecenie, którego nikt nie odważy się wypowiedzieć głośno.
Potrafi ubrać się jak dama elegancka, spokojna, nienaganna.
Ale to tylko rola. Jedna z wielu.
Solene nauczyła się kraść jeszcze zanim nauczyła się naprawdę ufać ludziom. Dorastała na starym statku handlowym, który bardziej przypominał pływającą spelunę niż uczciwy okręt kupiecki. Tam obserwowała marynarzy oszukujących celników, przemytników chowających towary pod podwójnym dnem ładowni i kobiety, które jednym spojrzeniem potrafiły wyciągnąć z kieszeni człowieka więcej niż ostrze noża. Sola była od nich piękniejsza i znacznie sprytniejsza. Z czasem nauczyła się, że najłatwiej okrada się ludzi wtedy, gdy są przekonani, że mają kontrolę nad sytuacją.
Zlecenia przychodziły do niej regularnie, zawsze przez pośredników, zawsze bez zbędnych pytań. Nigdy nie znała prawdziwego klienta i niemal nigdy nie wiedziała, po co komu przedmiot, który miała zdobyć. Jej zadaniem było tylko odnaleźć cel, wykraść go i dostarczyć we wskazane miejsce. Płacono dobrze, a ciemnowłosa nie należała do osób, które lubią zadawać pytania. Tym razem dostała wiadomość w ciasnej tawernie przy porcie Elakki. Mały pergamin zawierał jedynie nazwę winnicy, godzinę oraz krótkie polecenie: jedna butelka z piwnicy pod głównym budynkiem. Nic więcej. Już sama droga do winnicy wydała jej się dziwna. Posiadłość leżała na uboczu, otoczona wysokimi drzewami, a mimo późnej nocy między rzędami winorośli spacerowali strażnicy z lampami zasłoniętymi czerwonym szkłem. Córka morza poruszała się cicho między mokrymi od rosy krzewami, przytrzymując ciemny płaszcz blisko ciała. Gdy dotarła do kamiennego muru, zauważyła wyryte na nim symbole, których wcześniej nigdy nie widziała cienkie, spiralne znaki przypominające fale lub wijący się dym. Wślizgnęła się do środka przez uchylone okno magazynu. Wnętrze pachniało drewnem, winem i czymś jeszcze słodkim, ciężkim zapachem. Nie znała tego zapachu. Każdy krok odbijał się cichym echem od kamiennej podłogi. Solene ominęła dwóch strażników rozmawiających przy schodach i zeszła do piwnicy. Tam zrozumiała, że to miejsce nie jest zwyczajną winnicą.
Wśród beczek ustawionych w równych rzędach stały także dziwne metalowe pojemniki, a na ścianach wisiały czarne tkaniny pokryte złotymi znakami. Niektóre butelki przechowywano za kratami niczym kosztowne relikwie. Sola poczuła nieprzyjemny chłód przesuwający się po karku. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje, choć piwnica pozostawała całkowicie cicha. Odnalazła właściwą butelkę szybciej, niż się spodziewała. Była ciemniejsza od pozostałych i nie miała żadnej etykiety, jedynie srebrny symbol wybity na korku. Kiedy wzięła ją do ręki, szkło było lodowato zimne.
Nie zatrzymała się ani na chwilę dłużej. Wróciła tą samą drogą, znikając między winoroślami, nim strażnicy zdążyli cokolwiek zauważyć. Dopiero gdy światła winnicy zniknęły za wzgórzem, pozwoliła sobie odetchnąć głębiej. Mimo sukcesu nie mogła pozbyć się wrażenia, że tej nocy ukradła coś znacznie bardziej niebezpiecznego niż zwykłe wino. Nad ranem dotarła do swojego tymczasowego domu w Elace, niewielkiego mieszkania nad starym warsztatem szkutniczym. Zamknęła drzwi, położyła butelkę na stole i przez dłuższą chwilę patrzyła na srebrny znak odbijający blask świecy.