
Profil gracza:
Często odpalam w pracy bo jestem wstrętnym nierobem
Każdy czarodziej ma plan, dopóki stalowa rękawica nie znajdzie jego mordy
***
Człowiek. Pojawił się w mieście bez rozgłosu. Wynajmuje pokój, płaci uczciwie, nie zadaje zbędnych pytań. Nie sprawia kłopotów i najwyraźniej wie, jak ich unikać.
Ma zmęczone oczy. Nie chore, nie nieobecne, raczej takie, które widziały zbyt wiele i nauczyły się nie reagować odruchowo. Spojrzenie często wygląda na odległe, jakby myślami był gdzie indziej, ale gdy rozmowa tego wymaga, potrafi wrócić natychmiast. Wtedy słucha uważnie i trafia w sedno szybciej, niż można by się spodziewać.
Postawa żołnierza, choć bez ostentacji. Ruchy spokojne, kontrolowane. Ubrany prosto, wszystko na nim nosi ślady używania, nie zaniedbania. W tawernie siada tak, by widzieć wejście. Plecami do ściany. Nawyk stary jak służba.
Jest wysoki i dobrze zbudowany, sylwetka wojownika, choć bez zbroi czy oznak oficjalnej służby. Ramiona szerokie, ręce silne, ruchy spokojne, kontrolowane i celowe. Twarz o ostrych rysach, wargi zwykle napięte, jakby uczył się nie uśmiechać bez powodu. Włosy ciemne, średniej długości, zwykle zaczesane do tyłu. Skóra opalona i trochę szorstka od słońca i wiatru, z drobnymi bliznami zdradzającymi dawne walki. Ubrany prosto i schludnie, wszystko nosi ślady używania, nie zaniedbania.
Na pierwszy rzut oka milczący. W rozmowie okazuje się zaskakująco sprawny. Potrafi znaleźć wspólny ton, dobrać słowa, nawet zażartować. Bywa czarujący, jeśli chce. Trudno jednak powiedzieć, ile z tego jest szczere. Czasem wygląda to bardziej jak dobrze odegrana rola niż prawdziwe zainteresowanie rozmówcą. Jakby wiedział, co należy powiedzieć, a niekoniecznie czuł potrzebę mówienia.
Jest w nim spokój człowieka, który zna przemoc wystarczająco dobrze, by nie musieć jej demonstrować.
Jeśli ma jakiś cel, trzyma go dla siebie. A jeśli czegoś szuka, robi to cierpliwie.
***
Zaczęło się od spojrzenia. Przynajmniej tak twierdzą gapie.
Raziel stał przy krawędzi drogi, poprawiając pas z mieczem, gdy trzech mężczyzn zagrodziło mu przejście. Pachnieli tanim alkoholem i nocą spędzoną bez lepszego zajęcia. Największy, o ramionach szerokich jak drzwi stodoły, wysunął się na przód, mrużąc oczy.
- Co się gapisz? - warknął.
Raziel uniósł wzrok powoli.
- Nie gapię się - odparł spokojnie. - Patrzę przed siebie.
- Krzywo patrzysz.
- To już kwestia opinii.
Pozostali dwaj zachichotali nerwowo, ale wielkolud zrobił krok bliżej. Był za blisko. Zdecydowanie za blisko.
- Myślisz, że jesteś lepszy? - ciągnął. - Patrzysz na mnie jak na psa.
Raziel zmierzył go wzrokiem, tym samym, którego używał do oceniania sytuacji, nie ludzi.
- Gdybym patrzył na ciebie jak na psa, byłbyś znacznie gzeczniejszy.
To wystarczyło.
Wielkolud zamachnął się nieporadnie, a Raziel odpowiedział instynktownie. Jedno krótkie uderzenie okutą w stal rękawicą. Czyste. Techniczne. Takie, które zwykle kończy rozmowę.
Tym razem jej nie zakończyło.
Mężczyzna cofnął się, zatoczył, a potem wydał z siebie dźwięk, który nie miał nic wspólnego z bólem. Kości zaczęły się przestawiać z suchym trzaskiem, skóra naciągać, a sylwetka rosła w sposób, który łamał wszelkie zasady. Futro przebiło się przez koszulę, szczęka wydłużyła, pazury rozorały ziemię.
Pozostali dwaj rzucili się do ucieczki bez słowa.
Raziel stał nieruchomo, obserwując przemianę z wyrazem twarzy kogoś, kto właśnie zrozumiał, że źle ocenił skalę problemu.
Wilkołak podniósł łeb i zawarczał.
Raziel westchnął cicho.
- Dobrze – powiedział, unosząc dłonie w geście uspokajającym. - Widzę, że źle się zrozumieliśmy. Może spróbujmy jednak rozwiązać to pokojowo.
Odpowiedzią był ryk i wskok.
Gdy świt zastał Raziela opierającego się o drzewo, z poszarpanym płaszczem i świeżą blizną na ramieniu, doszedł do wniosku, że najgorsze konflikty zaczynają się od drobiazgów. A spojrzenia, najwyraźniej, bywają bardziej niebezpieczne niż ostrza.
|